Skandal na starcie hiszpańskiej Vuelty

Można by powiedzieć, że kolarstwo szosowe to sport drużynowy, a zawodnicy zawsze się wspierą w trudnych momentach. Kolarz to zawodnik, który nie tylko myśli o własnym sukcesie ale przede wszystkim o drużynie. To, jak człowiek potrafi się poświęcić dla drugiego można zobaczyć właśnie na wyścigach kolarskich. Wielokrotnie widzieliśmy jednak jak zawodnicy oszukują stosując zakazane substancje, lecz to co robił Vincenzo Nibali (Astana) przekroczyło wszelkie granice.

Za kolarzami dopiero trzy etapy hiszpańskiej Vuelty, a już od początku dochodzi do skandali. Pierwszy etap, czyli jazda drużynowa na czas okazał się wielkim niewypałem z powodu trasy prowadzącej wzdłuż plaży. Wszystko zaczęło się od treningu kolarzy ekipy Sky, którzy na profilach społecznościowych umieścili zdjęcie z trasy, która bardziej wyglądała jak boisko do beach soccera. Znaczne ilości piasku bardzo zaskoczyły kolarzy trenujących na trasie pierwszego etapu, wiele ekip zaprotestowało, gdyż zapadające się opony w piasku stanowią zagrożenie dla zawodników oraz utraty czasowe na krótkiej 7-kilometrowej czasówce. Dzięki temu organizatorzy postanowili uznać etap równy dla wszystkich i formalnie nie uznać czasów kolarzy do klasyfikacji generalnej, tylko do klasyfikacji drużynowej.

Po ogłoszeniu informacji dotyczącej rozpoczynającego etapu można było domyślać się, iż kolarze pojadą na pół gwizdka. Oglądając można było mieć wrażenie, że ekipy jadą na maksa i walczą o jak najlepszy wynik. Wiele osób, w tym i ja uważa, że można było pojechać o wiele mocniej i dynamiczniej, lecz i tak wyszło w miarę dobrze. Ciężko określić, kto tu dokładnie zawinił. Organizatorzy mogli zlecić grupie porządkowej oczyszczenie z piasku tego miejsca. W związku z tym pojawia się drugie pytanie: czy na tak wielkim wyścigu dzień bądź dwa przed startem etapu nikt nie sprawdza stanu technicznego trasy? Ktoś musi sprawować taką funkcję i ponieść za to odpowiedzialność, bo sytuacja na trasie mogła doprowadzić do wielu upadków i ciężkich kontuzji jakie. Czas najwyższy, by myśleć o zdrowiu kolarzy. Można zarzucić zaraz, że są wyścigi, gdzie w grę wchodzą bruk, dziury czy ogromne nierówności jak na Paris-Roubaix. Jednak te wyścigi są już legendą kolarstwa i od wielu lat są starannie organizowane, a kolarze dobrze wiedzą o niebezpieczeństwie, jakie czeka na nich na trasie poszczególnych wyścigów.

Drugi etap i jego końcówka to już prawdziwy 'festiwal' upadków oraz wielkiego przekrętu, którego dopuścił się 'Rekin z Mesyny'. Etap z finiszem pod górkę nie wróżył wielkiej tragedii, która wydarzyła się na 30 kilometrów przed metą. Właśnie tam doszło do wielkiej kraksy, która spowodowała rezygnacje kilku kolarzy z dalszej jazdy. Leżał w niej między innymi nasz kolarz Przemysław Niemiec, który w dość ciężkim stanie został przewieziony do szpitala w Maladze. Polak doznał urazu głowy, który spowodował zanik pamięci z tego feralnego zdarzenia. Po spędzeniu nocy na obserwacji Polak wyszedł ze szpitala i wrócił do Polski. Miejmy nadzieję, że Przemek szybko dojdzie do siebie i jeszcze będzie mógł wystartować w tym sezonie.


Wracając do głównego tematu czyli oszustwa Włocha można powiedzieć tylko jedno – skandal !

Kolarz Astany wraz ze swoim dyrektorem sportowym postanowili ułatwić sobie dojście do peletonu, po tym jak Nibali został w grupie goniącej. Była duża szansa na to, że Nibali wraz z innymi kolarzami dotrze do peletonu i na spokojnie wjedzie na metę, życie jednak potrafi pisać niesłychane scenariusze. Do prowadzącego 'Rekina' podjechał wóz techniczny i kolarz złapał za niby podawany bidon i ku zdziwieniu wszystkich w niesamowitym tempie zaczynał odjeżdżać wraz z samochodem od grupy goniącej. Całą sytuację na żywo przekazywała kamera zamieszczona na jednym z helikopterów. Może gdyby nie to, wszystko rozeszłoby się po kościach i Mistrz Włoch jechałby dalej w wyścigu, a tak został z niego wyrzucony.

Kara dyskwalifikacji dla samego zawodnika jest ostra, ale kolarz drużyny prowadzonej przez Vinokurova dopuścił się czynu zabronionego i został ukarany prawidłowo. Wielu kolarzy nadużywa możliwości podjeżdżania po bidony oraz jedzenie i są przez chwilę „holowani” przez swoich dyrektorów. Włoch uważa, że powinien dostać karę kilku minut i byłoby po problemie, gdyż kiedyś dochodziło do podobnych sytuacji, były one karane 2-3 minutami. Tym razem sędziowie powiedzieli „dosyć” i pozbyli się z wyścigu Włocha. Czas najwyższy, by UCI doprecyzowało cały regulamin kar oraz zasady przekazywania bidonów przez dyrektorów. Czy jednak to się stanie to się okaże w przyszłości, w co jednak z bólem serca wątpię.

 

Autor: Gaspar Otok
Foto: WikiCommons

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Patronat / Współpraca

79 tour de pologne 2022 logo

 

Podkarpacka-Liga-Rowerowa

MaratonMTB.PL

 

 

 

Tauron Lang Team Race psr  Mistrzostwa Polski w kolarstwie szosowym

 LOGO Vienna Life Lang Team Maratony Rowerowe BIKE DAYS logo NT150px 

  logo face black  150cm PĘTLA KOPERNIKA

Harpagan 52 - Człuchów