English French German Italian Portuguese Russian Spanish

HTC Author American Expedition 2013 dni kolejne

IMAG0298Przed nami relacja z kolenych przeystanków w samotnej, wielomiesięcznej podróży rowerowa po Ameryce Północnej, Środkowej oraz Południowej najwyższymi drogami i przełęczami obu kontynentów, której podjął się Damian Drobyk.

1.04.2013 - 148km

Pobyt w takich luksusowych miejscach jak hotele bardzo rozleniwiają. Rano czułem się zmęczony i wciąż niewyspany ale niestety trzeba było wstać i ruszyć w dalszą drogę. Zanim to jednak nastąpiło czekało mnie jeszcze śniadanie w towarzystwie Bruce'a, właściciela apartamentu w którym mogłem się przespać.

Tylu możliwości na wybranie sobie menu na śniadanie jeszcze nie widziałem. Szwedzki stół zajmował całą salę. Do wyboru było dosłownie wszystko co można sobie zażyczyć na najważniejszy posiłek dnia. Od słodkich bułek, przez musli, owoce, jogurty, omlety, gofry po ryby, mleko, ciasta i wiele innych pyszności. Śniadanie z Brucem trwało dwie rundy. Jedna omletowo-gofrowo-ciastkowa a druga owocowo-rybna. Po dobrze rozpoczętym dniu dalszą jego część również była udana.

Mimo, że wyruszyłem po 9:00 to do 19:00 przejechałem ponad 146 km że średnią 20,2km/h i sumą przewyższeń ponad 1200 m w górę. Zaraz za Waszyngtonem po przejechaniu mostu powitał mnie napis "Witamy w Wirginii". To już kolejny stan do jakiego wjeżdżam. Od początku wyprawy odwiedziłem New Jersey, New Jork, Delaware, Pensylwanię, Maryland i Washington DC. Od Wilmington towarzyszą krótkie podjazdy i zdaje się, że od jutra czekają mnie większe wyzwania. Na horyzoncie widać pierwsze wyższe górki Apallachów. Praktycznie cały dzień poruszałem się po dwóch drogach, 28 i 29.

IMAG0287

 

Podrzędne drogi przeważnie o dwóch pasach ruchu w jedną stronę. Cieszę się, se już wyjechałem ze wschodniego wybrzeża. W Wirginii jest zdecydowanie bardziej zielono, widać lasy i pola. Wcześniejsze stany to tylko szerokie drogi i gęsto zaludnione miasta. Co kilkadziesiąt kilometrów robię sobie przerwę w fastfoodzie. Nie po to żeby się najeść lecz aby skorzystać z WiFi i toalety :) Amerykanie chyba nie znają umiaru. Można tu spotkać naprawdę otyłe osoby z kubełkami frytek, hamburgerów i największych rozmiarach słodkich napojów. Smutno czasami patrzeć jak całe grube rodziny siedzą w takim barze i wpychają w siebie te wszystkie kolorowe produkty oparte na cukrze i tłuszczu.

Nocleg w namiocie za miasteczkiem Madison niedaleko drogi 29 - James Madison Highway.

22.04.2013 - Droga 29 - 141km, 1530m w górę

Przez cały dzień GPS miał odpoczynek. Do tej pory nawigacja zainstalowana w smartfonie była przeze mnie używana wiele razy dziennie. Nie mam mapy papierowej wschodniej części stanów więc posługuje się tylko GPSem który do tej pory podobnie jak mój nowy i jedyny HTC One działa bezbłędnie.

IMAG0293

 

Cały dzień trzymałem się drogi 29 na południe. Droga, jak droga, po dwa pasy w każdą stronę oddzielone pasem zieleni. Aut jakby coraz mniej a lasów i pół więcej. Najważniejsze jednak, że mam z wiatrem. Planowałem zrobić dziś tylko "setkę" a potem odpoczywać do wieczora. Od początku wyprawy jadę przecież bez dnia odpoczynku, na deszcz jakoś się nie zapowiada to jadę przed siebie bez przeszkód. Rano zrobiłem zakupy w Walmarkt, spory market. Wydałem 10 USD z czego 5 na krem z filtrem 50 do ochrony przed słońcem. Niby tak nie grzeje, trochę wieje a skóra schodzi ;) Codziennie kilka razy zajeżdżam do jakiegoś fast-fooda. Siedzę i odpoczywam, skorzystam z WiFi (wyślę fotki, napiszę maila), czasami wezmę kawę, lody i jadę dalej. Zaczynam się wkręcać w codzienne życie wyprawowe. Forma rośnie, jedzie mi się coraz lepiej, waga spada - mam nadzieję. Dziś 100km zrobiłem do 15:00, posiedziałem chwilę i pojechałem dalej.

IMAG0297

 

Jechało się z wiatrem więc lżej mimo, że trasa interwałowa. Ponad 1500m przewyższenia to dobry podjazd w Alpach a tu tylko małe wzniesienia na 150-200 m n.p.m.. Nocleg za pozwoleniem na terenie kościoła baptystów (wczoraj z katolickiego mnie przegonili :))

23.04.2013 - 120km

Od rana miałem zaplanowane, że zrobię spokojną setkę nie przemęczając się w ogóle. Raz miałem z wiatrem a raz pod, na górki podjeżdżałem na małej zębatce z przodu ale cały czas trzymałem się okolic drogi 29 HWY. Piszę okolic ponieważ kilka razy musiałem zjechać z 29ki gdyż były zakazy dla rowerów.

Po hajłejach można jeździć kiedy nie ma drogi alternatywnej dla głównej. Po 15:00 mimo wszystko zrobiłem setkę. Potem już w sumie tylko odpoczywałem. Posiedziałem w McDonalds, wstąpiłem do marketu, posiedziałem na ławce i tak zleciało do 18:00. Potem zacząłem rozglądać się za miejscem do spania. O takie mimo, że kraj taki wielki wcale nie tak łatwo w tym regionie. Wzdłuż dróg mieszka sporo ludzi a praktycznie przy każdej skrzynce na lisy wiadomość od terenie prywatnym i zakazie wstępu. Dość szybko znalazłem jednak małą polankę niedaleko drogi kilka kilometrów przed miastem Danville. W końcu mogłem założyć słuchawki na uszy i posłuchać muzyki.

IMG 4434

 

Nie tak zagęszczone i mniej hałaśliwe drogi pozwalają czerpać przyjemność z ulubionej muzyki w mp3. Plan spokojnej jazdy zadziałał. Wieczorem nie czułem się zmęczony i obolały jak do tej pory. Jutro podobna strategia.

24.04.2013 - Danville - Winston Salem, 131km, 1100m w górę

Ten dzień niestety mocno mnie zmęczył. Na tyle, że zacząłem zastanawiać się nad noclegiem w jakimś tanim motelu w Winston-Salem. Od rana mocno wiało z przodu. Na prostych jechałem tylko 15-18km/h. Do tego przez cały dzień miałem samoloty, raz w górę a raz z dół. Gdzieś po drodze zgubiłem gumę trzymającą worek z namiotem. Teraz trzyma się tylko na klamrowe zapięcie do bagażnika. Mam nadzieję, ze worka z namiotem nie zgubię. Jak na ironię kilka razy do tej pory widziałem takie gumy leżące na ulicy. Może znów jakoś zobaczę a jak nie to coś kupię albo przywiążę sznurkiem.

Po południu zaczęło się chmurzyć. Kiedy w fastfoodzie miałem WiFi szukałem taniego motelu w Winston-Salem. Najtańszy jaki znalazłem był za 34.99USD. Wpisałem adres w GPS i ruszyłem ucieszony w stronę motelu. Niestety albo podany adres był błędny albo ja źle spisałem bo po dojechaniu na miejsce nie było nic podobnego do motelu ze zdjęć. Zmęczony i zrezygnowany wyjechałem z miasta i znalazłem mały lasek w którym rozbiłem namiot. Mam nadzieję, że nie będzie padać. Z motelem spróbuję jutro. Może w Statesville się uda.

Na dalszą część relacji zapraszamy wkrótce;)

Patronat / Współpraca

 

Podkarpacka-Liga-Rowerowa

 

14522687_619365254901289_373792591331914942_n.jpg

logo Bike Day

Tauron Lang Team Race psr  Mistrzostwa Polski w kolarstwie szosowym

 LOGO Vienna Life Lang Team Maratony Rowerowe BIKE DAYS logo NT150px 

  logo face black  150cm PĘTLA KOPERNIKA

Harpagan 52 - Człuchów