English French German Italian Portuguese Russian Spanish

Rowerowy Dom Kultury wyruszy w trasę!

Przyszło Wam kiedyś do głowy, aby połączyć podróż rowerową z serią wydarzeń kulturalnych i warsztatów edukacyjnych dla dzieci? Na taki właśnie pomysł wpadła Ula Ziober, założycielka Rowerowego Domu Kultury. Planuje ona wraz ze swoimi towarzyszami przejechać późną wiosną i wczesnym latem Polskę wzdłuż wszystkich jej granic, a w mijanych miejscowościach organizować bardzo pouczające spotkania. Udzieliła nam obszernego wywiadu, który da Wam wyobrażenie o tym bardzo oryginalnym przedsięwzięciu.

Krzysztof Groth: Na początek przybliż o drobinę naszym czytelnikom, o co chodzi z Rowerowym Domem Kultury, bo nazwa na pierwszy rzut oka jest intrygująca, ale też nie wiadomo, co przez nią rozumieć.

Ula Ziober: Rowerowy Dom Kultury, czyli Wielka Podróż Dookoła Granic to wyprawa wzdłuż granic Polski. To projekt nie tylko podróżniczy, ale też społeczny i edukacyjny. Nawiązuje do bogatej tradycji wędrownych trup artystycznych, które przemierzały dawniej Europę.
W czasie całej wyprawy, wraz z dwójką animatorów, odwiedzać będę graniczne i przygraniczne miejscowości, w których przeprowadzimy warsztaty dla dzieci i rozmowy z dorosłymi. Forma spotkań dostosowana będzie do grupy odbiorców. Zawsze jednak poruszać będziemy się wokół tej samej tematyki. Wspólnie spróbujemy odpowiedzieć sobie na wiele ważnych kwestii związanych z zagadnieniem granic. I tych dosłownych, dotyczących granic między państwami. I tych bardziej metaforycznych – granic mentalnych i umysłowych. Dodatkowo zamierzam zbadać i za pomocą fotografii zilustrować jak wygląda dziś Polska i Polacy zamieszkujący rejony przygraniczne. Jak bardzo różni się wschód od zachodu i północ od południa. Czy nasze granice są rzeczywiście polskie, czy może bardziej należą do państw, z którymi graniczą. Interesuje mnie przede wszystkim dwuznaczność życia na granicy i poszukiwanie własnej tożsamości, która w takich miejscach jest szczególnie skomplikowana. Chciałabym również dowiedzieć się jak Polacy odnajdują się w Polsce po transformacji, w Europie otwartych granic i w świecie, gdzie ciągle toczą się wojny, a granice państw są wciąż zmieniane.

 

K. G.: Na swojej stronie piszesz, że pomysł przejechania Polski dookoła narodził się w Iranie. Możesz opowiedzieć pokrótce o swoich dotychczasowych podróżach?

U. Z.: Muszę przyznać, że jeśli chodzi o podróżowanie rowerem to jestem jeszcze nowicjuszem i właściwie rok 2015 był dla mnie rokiem przełomowym. Wzięłam wtedy udział w sztafecie Rowerowe Jamboree i przejechałam łącznie ok. 2500 km przez 5 krajów (etap IV - Turcja, Irak, Iran i etap VII - Tadżykistan i Kirgistan). Jeżdżę od lat rowerem, ale wcześniej traktowałam go bardziej jako wygodny środek miejskiego transportu. Nie lubię autobusów i tramwajów, więc bez względu na pogodę i porę roku po mieście poruszam się rowerem. Zdarzały mi się oczywiście jakieś weekendowe wycieczki, ale na dłuższym wyjeździe rowerowym byłam wcześniej tylko raz - w 2007 roku na Krymie:)
Podróżowałam jednak dosyć sporo. Częściowo ze względu na swoje zainteresowania zawodowe (jestem niedoszłym historykiem sztuki i zajmuję się renowacją zabytków), a częściowo sportowe, bo dość dużo się wspinałam. Parę lat temu odwiedziłam też Indie i Maroko, gdzie spędziłam sporo czasu. W pewnym momencie przestało mi jednak wystarczać podróżowanie dla samego podróżowania. Widziałam już chyba setki kościołów, muzeów i pięknych krajobrazów. I w pewnym momencie przestały mnie zachwycać tak jak na początku. Przez jakiś czas myślałam, że może mam już dosyć podróżowania, że czas się ustatkować i gdzieś wreszcie zapuścić korzenie. Ale chyba właśnie wyjazd do Iranu uświadomił mi, że chodzi o coś zupełnie innego. Chcę nadal podróżować i poznawać nowe miejsca i nowych ludzi. Ale chciałabym temu swojemu podróżowaniu nadać jakiś głębszy sens. I tak właśnie narodził się projekt Rowerowego Domu Kultury. Chciałabym również, żeby żył dalej nawet po zakończeniu naszego wyjazdu. Nie chcę schować zdjęć i wspomnień do szuflady, dlatego już teraz myślę również o warsztatach i prelekcjach, które będą podsumowaniem naszej wyprawy wokół granic Polski.


K. G.: W przygranicznych miejscowościach chcecie prowadzić warsztaty i spotkania z mieszkańcami. Jak mają one przebiegać?
Na swojej stronie piszesz o metodzie prowadzenia warsztatów Kamishibai... Nazwa bardzo enigmatyczna. Na czym ona polega?

U. Z.: Kamishibai to magiczna skrzynka, w której ukryte są opowieści. Dzięki specjalnej konstrukcji pozwala „czytającemu” pozostawać w ciągłej interakcji ze słuchaczami oraz w tym samym czasie pokazywać ilustracje, które są dopełnieniem czytanej lub opowiadanej historii. Pochodzi z Japonii, ale w tej chwili jest niezwykle popularna w wielu krajach jako narzędzie edukacyjne wykorzystywane w szkołach, przedszkolach i bibliotekach. W Polsce ciągle jeszcze niewiele osób o niej słyszało. Do tej pory, współpracując ze Stowarzyszeniem Zielona Grupa, zredagowałam i zilustrowałam cykl bajek świata opartych na tradycyjnych legendach i podaniach z różnych kręgów kulturowych i prowadzę warsztaty dla dzieci, podczas których prezentuję je właśnie za pomocą skrzynki kamishibai. Efekty są naprawdę niesamowite. Dzieciaki patrzą wprost jak zahipnotyzowane w skrzynkę i w obrazki. Specjalnie na potrzeby Rowerowego Domu Kultury planuję przygotować nową bajkę, która będzie wstępem do naszych warsztatów.

rowerowydomkultury3


K.G.: Będziecie się wszystkim zajmować same, czy macie zaplanowana współpracę z ludźmi w miejscach, które odwiedzicie? Warsztaty będą płatne, czy ogólnodostępne?

U. Z.: Przy organizacji całego projektu pracują w tej chwili 4 osoby. Natomiast jeśli chodzi o organizację samych warsztatów to wygląda to następująco. Scenariusz warsztatów musimy przygotować tak, aby wymagał jak najmniejszej ilości dodatkowego sprzętu, który będziemy wiozły ze sobą. Ja na co dzień pracuję z dzieciakami i zazwyczaj, gdy jadę na zajęcia to materiały plastyczne i różne rekwizyty zajmują pół samochodu. Teraz oczywiście będzie to musiało wyglądać zupełnie inaczej. Na pewno zabierzemy ze sobą skrzynkę kamishibai i trochę drobiazgów. Mamy nadzieję, że w same warsztaty włączą się również lokalni animatorzy, wychowawcy, ale nie chcemy obciążać ich żadnymi dodatkowymi kosztami związanymi np. z zakupem materiałów plastycznych. Wystarczy, że zorganizują nam miejsce, grupę dzieciaków i będą się razem z nami dobrze bawić. Zamierzamy rozmawiać także o poważnych i trudnych tematach, ale chcemy to robić w przyjaznej atmosferze.


K. G.: Jesienią przebyłyście trasę przygotowawczą do projektu. Jakie były najważniejsze wnioski z tego doświadczenia? Jak planujecie rozwiązać problemy, które się wtedy pojawiły?

U. Z.: We wrześniu 2015 roku przejechałyśmy prawie 900 km wzdłuż wybrzeża Bałtyku. Zaczęłyśmy w Świnoujściu (z wycieczką na Wyspę Uznam), a później ruszyłyśmy dalej przez Hel do Krynicy Morskiej i pod granicę z Obwodem Kaliningradzkim. Cała wycieczka trwała 11 dni. Przede wszystkim chciałyśmy sprawdzić sprzęt i nasze możliwości logistyczne. Ten wyjazd dał nam bardzo dużo. Stał się takim naszym małym poligonem doświadczalnym. Z początku wydawało się, że najtrudniejsza będzie droga. Chcemy, aby nasza trasa przebiegała jak najbliżej rzeczywistej granicy Polski, więc bardzo często grzęzłyśmy w piasku, gdzieś na wydmach albo w błocie, na moczarach. Szybko jednak przekonałyśmy się, że naszym największym wrogiem jest czas. Ciągle nam go brakowało. Bez względu na to jak mocno pedałowałyśmy, godziny uciekały zawsze szybciej niż kilometry. Bo przecież nie chodziło tylko o to, żeby dojechać z punktu A do punktu B, ale jeszcze przeprowadzić warsztaty. Tylko jak to zrobić np. w Sopocie o godz. 13, gdy rano jesteśmy 90 km od tego miasta? Jak zrobić warsztaty w szkole na Helu, gdy dojeżdżamy tam dopiero w sobotę wieczorem, a w niedzielę musimy już być w Gdyni? Ale każda porażka jest nauką na przyszłość. Teraz przygotowujemy się do tego znacznie dokładniej. Ustaliłyśmy już bardzo dokładnie trasę. Podzieliłyśmy ją na ok. 50 km odcinki. W każdym tygodniu jazdy 1 dzień przeznaczamy na odpoczynek albo nadrobienie zaległości. Zbieramy już od jakiegoś czasu kontakty i nawiązujemy współpracę z ośrodkami kultury oraz szkołami z granicznych miejscowości. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że zawsze coś może pójść nie tak, zostawiamy sobie margines na improwizację, ale im więcej uda nam się przygotować przed wyjazdem, tym łatwiej będzie nam przetrwać te trzy miesiące.


W tej chwili coraz więcej osób interesuje się tym projektem, co oczywiście niezwykle nas cieszy, ale w związku tym pojawiają się także kwestie, które nigdy wcześniej nie dotyczyły mnie w związku z innymi podróżami. Sponsorzy i patroni medialni, którzy niezwykle nam pomagają, oczekują przecież także czegoś w zamian. To praca, której często nie widać na pierwszy rzut oka, a która zajmuje bardzo dużo czasu i energii. Pisanie meili, relacji, przygotowywanie zdjęć itd. Przedsmak tego miałyśmy już we wrześniu. Wyobraź sobie taką sytuację: godzina 22, ciemno i zimno, a nam dopiero teraz udało się dojechać na miejsce noclegu. Mamy w nogach ponad 100 km po naprawdę kiepskim terenie. Rozkładamy namiot i obie marzymy tylko o tym, żeby położyć się spać. Ale trzeba jeszcze wysłać relację i wrzucić jakieś zdjęcia na facebooka, bo ludzie pytają jak nam idzie. Telefony i komputer rozładowane, więc musimy znaleźć jakieś miejsce, gdzie można się podłączyć do prądu. We wrześniu nad morzem o tej godzinie znalezienie otwartej knajpy albo sklepu graniczy prawie z cudem. Jak już się wreszcie udaje, to trzeba jeszcze coś napisać, wysłać (jeśli jest internet). I już wiadomo, że nie ma szans, żebyśmy tego dnia położyły się przed 24, a o 6.30 trzeba wstać, bo następnego dnia warsztaty i np. jeszcze kilkadziesiąt kilometrów do przejechania. I tak codziennie. Dlatego teraz tak dokładnie przygotowujemy dzienne odcinki trasy. I stąd też ten jeden zapasowy dzień w każdym tygodniu. Inaczej nie dałybyśmy rady. Po tych 10 dniach jazdy we wrześniu byłam bardziej zmęczona niżpo3 tygodniach w Pamirze, gdzie przekraczaliśmy na rowerach przełęcze powyżej 4000 m n.p.m. ! A przecież jechałyśmy wzdłuż Bałtyku, gdzie miało być całkiem płasko (swoją drogą, wcale nie było, ale to już inna historia).
Nad Bałtykiem byłyśmy w dwójkę. Teraz planujemy co najmniej 3 rowery. Z tym, że trzeci rower ma przejechać całą trasę, a rowerzyści na nim będą się zmieniać. Taka dodatkową osobą z pewnością będzie nie tylko miłym urozmaiceniem towarzystwa, ale także bardzo dużą pomocą dla nas w czasie drogi i w czasie warsztatów.

rowerowydomkultury2


K. G.: Od strony sprzętu i ekwipunku... Jak przygotujecie się na zmienne warunki terenowe, czy chociażby pogodowe? Co w przypadku awarii roweru?

U. Z.: Przez większość czasu będziemy zdane wyłącznie na siebie. Nie jedzie z nami żaden samochód serwisowy ani bagażowy. Wszystko, co może nam się przydać musimy zabrać ze sobą. Mamy już w tym pewne doświadczenie: uczestniczyłyśmy w sztafecie Rowerowe Jamboree 2015. Razem z Zuzą spędziłyśmy ponad miesiąc w irackim Kurdystanie i Iraku, a ja później jeszcze ponad 3 tygodnie w górach Pamiru. Tam rzeczywiście miałyśmy okazję sprawdzić, co jest nam niezbędne w podróży, a bez czego możemy się obyć. W przeciągu kilku tygodni, jakie spędziłyśmy na rowerach temperatury wahały się od plus 30 stopni do minus 10, a do tego straszne wiatry, ulewa, grad, na zmianę z palącym słońcem i całkowitym brakiem cienia. Musiałyśmy więc być przygotowane na każde warunki pogodowe. Paradoksalnie jednak po kilku tygodniach w podróży okazuje się, że tych rzeczy naprawdę potrzebnych do przeżycia wcale nie ma aż tak dużo. Przede wszystkim są to ciepłe ubrania, śpiwór, namiot i coś, co pozwoli nam przygotować posiłek w warunkach polowych. Ja z natury jestem strasznym zbieraczem i lubię otaczać się wieloma przedmiotami. W czasie podróży jednak staram się ograniczyć do minimum, przynajmniej na etapie pakowania. Wyjątkiem jest sprzęt fotograficzny, notatnik i przynajmniej jedna książka, którą zawsze zabieram ze sobą. W moich sakwach zawsze też znajdzie się miejsce na różnego rodzaju pamiątki zbierane po drodze - to jest silniejsze ode mnie. Dlatego też zazwyczaj wracam z większą ilością rzeczy niż wyjechałam:)
Jeśli chodzi o same rowery to oczywiście zabieramy ze sobą trochę części zamiennych: dętki, zapasowy łańcuch, jakieś śrubki i inne drobiazgi. Żadna z nas nie jest jednak specem od napraw rowerowych, więc mamy nadzieję, że większe awarie będą nas raczej omijać. Do tej pory szczęście w tym względzie nam dopisywało. Poza tym, mimo że często nasza trasa biegnie poza głównymi drogami, bo zdecydowanie bardziej wolimy jeździć po polnych i leśnych ścieżkach, to jednak nie są to takie pustkowia jak np. góry Zagros w Iranie, gdzie można przez cały dzień nie spotkać żywej duszy. Gdyby coś poważnego przytrafiło się nam, albo rowerom, będziemy szukać pomocy w okolicy.


K. G.: Gdzie zamierzacie nocować?

U. Z.: Większość noclegów spędzimy najprawdopodobniej w namiotach (tak, jak to miało miejsce podczas wrześniowego etapu). Lubimy taki sposób biwakowania, bo jesteśmy wtedy całkowicie niezależne. Zatrzymujemy się tam, gdzie najbardziej nam się podoba, gdzie mamy najładniejszy widok przy kolacji, albo zapowiedź niepowtarzalnego wschodu słońca. W czasie całej naszej wyprawy bardzo ważni są ludzie, ale nie zapominamy też o przyrodzie. Chcemy pokazać wszystkim jak pięknym i różnorodnym krajem jest Polska na wszystkich swoich pograniczach.
Ponieważ jednak zaczynamy na początku kwietnia, w górach, gdzie temperatury pewnie nie będą nas rozpieszczać, to planujemy też od czasu do czasu zatrzymać się gdzieś pod dachem. Czasami będzie to nocleg u znajomych, czasami w jakimś gospodarstwie agroturystycznym lub hostelu, ale jeśli będzie to możliwe chętnie skorzystamy także z noclegu w miejscu prowadzenia warsztatów. Cała podróż będzie trwała 3 miesiące, a nasz budżet jest ograniczony, więc chętnie skorzystamy z każdej możliwości darmowego noclegu:)


K. G.: Muszę powiedzieć, że bardzo mnie zaciekawiłaś swoim projektem, bo jest bardzo oryginalny, a mnie szczególnie bliski ze względu na moje "podejście myśliciela" do odbywanych podróży. Na pewno każdy podróżnik ma mniejsze lub większe przemyślenia związane ze zjawiskami widzianymi w różnych miejscach na Ziemi, ale mało kto decyduje się, żeby uformować je w przedsięwzięcie podobne do waszego. Z całego serca życzę wam powodzenia i mam nadzieję, że będziemy mieli okazję jeszcze porozmawiać, w trakcie realizacji projektu, albo już po nim.

U. Z.: Również mam taka nadzieję.

 

Rozmawiał Krzysztof Groth

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Patronat / Współpraca

 

logo_76.TdP_data.jpgPodkarpacka-Liga-Rowerowa

 

14522687_619365254901289_373792591331914942_n.jpg

logo Bike Day

Tauron Lang Team Race psr  Mistrzostwa Polski w kolarstwie szosowym

 LOGO Vienna Life Lang Team Maratony Rowerowe BIKE DAYS logo NT150px 

  logo face black  150cm PĘTLA KOPERNIKA

Harpagan 52 - Człuchów